„Który ja jestem mną?”

cień

Jeannie Lynn Paske: One Conscious Observer

Coś ogromnego i przytłaczającego towarzyszy podróżnikowi w drodze przez mgłę. To coś jest uważne, jest łagodne, a jednak tak ogromne, że mogłoby go w każdej chwili połknąć. Kto w tym obrazie jest kim? Kto jest Nim a kto Tym? Kto jest podmiotem a kto przedmiotem? Kim jestem ja wobec mojego cienia i kim jest mój cień wobec mojej potrzeby dez-identyfikacji z nim? Moich prób uniknięcia dez-integracji? Dez (Dis) – dojmujący temat w Kalschedowskiej wykładni podróży Dantego przez piekło. Potwór. Jak łatwo ulegamy złudzeniu, że możemy uniknąć spoglądania mu w twarz, konkurując z nim.

Diabeł często pojawia się w przebraniu. Brutalność wewnętrznych sił, które w służbie zachowania życia niszczą podstawową sieć bezpieczeństwa naszego ja jest przerażająca, tak jak wtedy, gdy niszczą życie, aby zachować nasze ja. Jak wtedy odróżnić prawość od nikczemności? Jak odróżnić dobro od zła? Jakoś to robimy, lub przynajmniej próbujemy to robić. Nieuchronnie pojawiają się w tym procesy rozszczepienne.

Bycie wędrowcem to też umiejętność dostrzegania tej przytłaczającej obecności tuż za plecami. To jest doświadczenie graniczne. Mój anioł stróż może się zmienić w bestię, i jest nią. W przeciwnym razie, czy mógłby być tym, kim jest – Daimonem? Nie będąc ani aniołem ani demonem, jest oboma.

Robert Bly w Książeczce o ludzkim cieniu powiada, że każdy z nas ciągnie za sobą wielki wór. Wraz z upływem czasu ten wór robi się coraz cięższy i cięższy, aż w końcu w okolicach czterdziestki lądujemy w gabinecie analityka po to, aby wreszcie do niego zajrzeć. Ale to zaledwie osobista część historii. Ponieważ tak naprawdę nie ciągniemy żadnego wora. To nawet nie jest wór. Myślenie w kategorii wora jest uspokajające. Ale tak naprawdę to jest żywa, wielka, wszechogarniająca obecność. Tuż za nami. Strzegąca nas uważnie. Towarzysząca nam od początku. To prawda, że dajemy jej jakiś wyraz, ale nie powołujemy jej do istnienia.

Jesteśmy obserwowani, choć nie chcemy oglądać się za siebie. Trudno się dziwić. Znane nam baśnie ostrzegają nas przed tym. Bohater-podróżnik nie powinien spoglądać za siebie, gdyż to spojrzenie może go zamienić w kamień. Straszliwi ojcowie, przerażające matki, wszyscy słyszeliśmy te historie Meduzy i Saturna. Zatem strzeż się i nie oglądaj się za siebie!

A jednak znamy opowieści z dziecięcych sypialni, o tym jak widać światło u wezgłowia. Wiemy też, jak dzieci dorastając tracą zdolność postrzegania tego światła. Być może to my, dorośli, oszukujemy dzieci mówiąc im, że tego światła nie ma tak samo, jak oszukujemy samych siebie powtarzając sobie, że nie ma w nas niczego, czego powinniśmy się obawiać. Jedyne, czego powinniśmy się obawiać, to ten straszny świat wokół nas: mniejszości, politycy, międzynarodowe korporacje, terroryści, uchodźcy, i co tam jeszcze jest, co by budziło nasz lęk.

Modlitwa mówi:

Aniele Boży, stróżu mój,

Ty zawsze przy mnie stój.

Rano, wieczór, we dnie, w nocy

Bądź mi zawsze ku pomocy,

Strzeż duszy, ciała mego,

Zaprowadź mnie do żywota wiecznego.

Dopóki przynosi pociechę, można jej ufać. Ale gdy pojawia się konieczność zakwestionowania naszych najgłębszych przekonań, perspektywa poświęceń, wtedy zaczynamy wątpić. Wtedy widzimy, że nasz obrońca ma twarz demona. Jego moc nas więzi. Lecz nie możemy się od niego uwolnić, dopóki nie zaczniemy spoglądać mu w twarz. Tak jak w obliczu osobistego dramatu, nie możemy też odmienić zbiorowego losu poszlachtowanego traumami współczesnego świata, dopóki nie odważymy się spojrzeć na rosnące w nim polaryzacje przez pryzmat rozszczepienia i zaprzeczenia naszej współdzielonej zań odpowiedzialności. Co więc z Neumannowskim wyzwaniem do przyglądania się sobie samym? Czy idea „nowej etyki” zestarzała się tak, że można ją zbyć przez steoretyzowanie jej, jako jednej z tych „interesujących propozycji” w obszarze psychologicznych teorematów?

Nauczyciele suficcy powiadają „całe zło jest moją winą”. Ja jestem odpowiedzialny za wszystko, co mnie spotyka. To jest skrajne. Być może taka skrajność jest niezbędna, jako kontrapunkt dla wielu bezrefleksyjnych wątków w zbiorowym dialogu na temat potworności współczesnego świata.

Trzeba nam odróżniać dobro od zła, aby się nie zgubić w złożonościach tego świata. Lecz mam wrażenie, że doszło do jakieś diabolizacji cienia. Nie chodzi o to, że demony nie istnieją. Jednak obcując z istotą demoniczną pojawia się pokusa, aby odrzucić jej podwójność i w Dajmonie widzieć demona, diabła. Trzeba pamiętać, że sam Szatan jest upadłym aniołem niosącym światło.

cień

Christian Houge: “Shadow Within”

Taki na przykład wilk. W całym bogactwie swojej symboliki, na poziomie zbiorowej świadomości jest on w dużej mierze utożsamiany z potworem. W komentarzu do pięknej serii fotografii zatytułowanej „Wewnętrzny cień” (2010-2013) Christian Houge opisuje swój proces twórczy. Pisze o odkrywaniu wilka, o jego podobieństwie do człowieka w zachowaniach społecznych. Spotkanie z wilkami zmusiło go stopniowo do poszukiwania w sobie dzikich instynktowych sił, które człowiek zesłał na te zwierzęta. Homo homini lupus…?

James Hillman powiedział kiedyś „to my jesteśmy nieświadomi, a nie psyche!” Mój tytułowy obraz zatytułowany jest: „Świadomy obserwator”. W niespokojnych czasach łatwo zgubić drogę. Dobrze wtedy wiedzieć, że ma się za plecami kogoś świadomego. Gorzej zdać sobie sprawę, że aby drogę odnaleźć, trzeba się czasem obejrzeć za siebie.

Nie powinniśmy zaprzeczać przerażającym aspektom Cienia ani też pozwalać sobie na niepamięć istniejącego w świecie zła. Nie powinniśmy powstrzymywać się przed nazywaniem zła po imieniu. Nie można jednak zamykać refleksji tam, gdzie jej początek. Rozpoznając zło musimy sobie zadać to obce i niepojęte dla ego pytanie: jak ja przyczyniłem się do tego, co się wydarzyło i co się wydarza w mojej rodzinie, w moim mieście, w moim kraju i na świecie? Jak wszystko, co dotyczy cienia, ten pomysł niesie w sobie wątpliwy potencjał. Otwiera podwójną drogę, do pokory i pychy. Żyjemy w ciemnym czasie, więc musimy sobie powiedzieć:

“krawędź – oto moje mienie”


ODNIESIENIA

1. Donald Kalsched, “Hope vs. Hopelessness in the Psychoanalytic Situation and in Dante’s Divine Comedy”, in Body & Soul: Honoring Marion Woodman, Spring #72, 2005, pp. 167-188.

2. Robert Bly, A Little Book on The Human Shadow, HarperCollins 1988.

3. Otwierający i zamykający cytat pochodzi z wiersza Theodora Roethke pt. „W ciemny czas” w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka.


Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Simple Share Buttons
Simple Share Buttons